Bądź na bieżąco - RSS

„Hrabia” bez rodowodu?

Listopad 2nd, 2009 Kategoria Historia, Rodzaje herbat

Earl GreyPojawiła się zupełnie niedawno w sposób okryty tajemnicą i błyskawicznie zawojowała imperialne imbryki, filiżanki i podniebienia. To jej odkryciu Brytyjczycy zawdzięczają tradycyjny popołudniowy „tea time” i… dobry nastrój o poranku.

Earl Grey to najpopularniejsza na świecie odmiana czarnej herbaty. Znana i rozpoznawana niemal w każdym jego zakątku, stała się dla Brytyjczyków jednym z symboli narodowych. Swój niezwykły aromat i wyrazisty, orzeźwiający smak zawdzięcza dodawanemu do suszu olejkowi pozyskiwanemu ze skórek bergamotowych pomarańczy lub z kory drzewa rodzącego te śródziemnomorskie owoce.

Znawcy herbacianego rzemiosła do dziś wiodą nieustające spory dotyczące receptury pozwalającej na przygotowanie Earl Greya. Jedni twierdzą, że do jego przyrządzenia powinno stosować się wyłącznie chińskie czarne herbaty. Inni ripostują proponując odmiany indyjskie. Mimo to większość smakoszy ciemnobrunatnego napoju obie te wersje uznaje za słuszne, w jednakowy sposób delektując się smakiem herbaty. Jednak – która ze stron ma rację? Zacznijmy od początku i spróbujmy ustalić jak doszło do takiego zamieszania…

Mimo że ta znana na całym świecie herbata liczy sobie jedynie około 200 lat, do dziś nie cichną dyskusje dotyczące jej pochodzenia. Badacze zgadzają się wyłącznie co do pewnego szczegółu: człowieka którego nazwisko na wieki miało utrwalić się właśnie w nazwie tej wyjątkowej odmiany herbaty. Był nim sir Charles Grey zwany, z racji swego szlacheckiego pochodzenia „Earlem (hrabią) Grey”.  Ten znany brytyjski polityk początku XIX wieku zasłużył się dla swej ojczyzny i milionów obywateli Imperium Brytyjskiego zniesieniem niewolnictwa, lecz przewrotny los postanowił zapisać jego nazwisko raczej na herbacianych puszkach niż w historycznych księgach…

Milionowe rzesze wielbicieli Earl Grey stworzyły i rozpowszechniły między sobą liczne opowieści i mity dotyczące sposobu w jaki ta aromatyczna, czarna herbata dotarła do skalistych, spowitych wieczną mgłą brytyjskich wybrzeży.  Mawia się, że ongiś, w czasach gdy flotą panującej na Pacyfiku marynarki brytyjskiej zarządzał hrabia Grey, załoga jednego z imperialnych okrętów pospieszyła na pomoc tonącemu chińskiemu żaglowcowi. Mimo starań marynarzy zwinny szkuner dotarł na miejsce katastrofy zbyt późno by pomóc pasażerom feralnego rejsu. Na powierzchni oceanu unosił się jedynie mały chłopiec. Niespełna 10-cio letni Chińczyk, uchwyciwszy się fragmentu masztu, ostatkiem sił wzywał pomocy od brytyjskich marynarzy.

Malec, który cudem tylko uniknął śmierci, okazał się synem mandaryna – wysokiego cesarskiego urzędnika. Ten, gdy tylko dowiedział się komu zawdzięcza życie  ukochanego dziecka, postanowił w szczególny sposób odwdzięczyć się swemu dobroczyńcy. Kilka tygodni później, do londyńskiej rezydencji sir Charlesa Greya, trafiła ogromna skrzynia wypełniona po brzegi nieznanym, aromatycznym suszem, mającym wkrótce podbić całe Imperium.

Tyle mówi oficjalna legenda tłumacząca pojawienie się Hrabiego Herbat na brytyjskich stołach. Jej zwolennikom nie przeszkadza nawet fakt, że w początkach XIX stulecia, ani tym bardziej wcześniej, w Państwie Środka nie uprawiano drzew bergamotowych. Sami Chińczycy też nigdy nie przepadali za czarną herbatą, stawiając na piedestale odmiany zielone. Jeśli więc uznamy, że prezent nie wynikał z chęci pozbycia się nielubianego przez mandaryna suszu zalegającego w jego spiżarniach, całą historię mogli będziemy włożyć między bajki.

W sukurs naszym wątpliwościom przychodzi inna historia. Wedle niej sir Grey, piastujący kilka lat po opisywanych wcześniej wydarzeniach stanowisko ministra spraw zagranicznych, udał się z wizytą dyplomatyczną do Indii, będących wówczas brytyjską kolonią. Gdy pojawił się na dworze jednego z lokalnych radżów, doszło do niebezpiecznego incydentu, w wyniku którego syn indyjskiego władcy omal nie zginął pod tygrysimi pazurami. I tym razem ludzie hrabiego ruszyli z pomocą zabijając zwierzę i ratując niedoszłą ofiarę od straszliwej śmierci. Wdzięczny radża wydał ucztę na cześć gościa i podarował mu zapas nieznanej w Imperium herbaty.

To wszystko jednak baśniowe historie o których prawdziwości zapewne nie będzie nam dane się przekonać. Pewne jest natomiast, że skrzynia, jaką otrzymał Charles Grey nieuchronnie opróżniała się… By upewnić się, że przepis na napój, który zdążył już szlachcicowi przypaść do gustu nie zaginie, Grey wysłał część suszu do dwóch londyńskich firm zajmujących się produkcją herbaty. Jedna z nich, należąca do rodziny Twiningów, po kilkutygodniowych próbach uzyskała podobną w smaku mieszankę bazując na czarnych odmianach Darjeeling i Lapsang Souchong. Druga kompania, prowadzona przez rodzinę Jacksonów, stworzyła na bazie dostarczonej przez Greya próbki kupaż oparty wyłącznie na gatunkach chińskiej czarnej herbaty. W ten sposób narodziły się dwie szkoły przygotowywania Earl Grey, które do dziś walczą o laur pierwszeństwa i wyłączne prawo do uznania swej receptury za „jedyną”.

Kto wie jednak co dalej działo by się z nowym naparem gdyby nie, w istocie nie zamierzona, królewska interwencja. Anna VII, księżna Bedfordu, znana była ze swego zamiłowania do podjadania między posiłkami. Ze zrozumiałych względów starała się swój mały sekret zachować jedynie dla siebie, dlatego też gdy miała na to ochotę przyzywała do swych komnat zaufaną służbę. Ta, doskonale już wiedząc co robić, przynosiła jej filiżankę herbaty wraz z ciastkami i wypiekami, którymi księżna mogła zaspokoić swój głód. Niemal od razu przypadł jej do gustu Earl Grey, który swą intensywnością doskonale wzmagał smak ciast i łakoci. Tajemnica nie trwała jednak długo i gdy wieść o zwyczajach księżnej Anny zaczęła krążyć po salonach, szlachcianka spodziewała się już tylko uszczypliwych uwag. Tymczasem jej zwyczaj tak bardzo spodobał się śmietance brytyjskiej arystokracji, że stał się nową tradycją. Od tego czasu coraz częściej przedstawiciele wyższych sfer zasiadali do popołudniowej herbaty, okraszonej wypiekami i słodyczami. Dzięki niedyskrecji pewnej służącej powstał więc jeden z najbardziej charakterystycznych angielskich zwyczajów.

Dziś Earl Greya piją dziesiątki milionów ludzi na kontynencie europejskim i co najmniej drugie tyle na całym świecie. Substancje zawarte w olejku bergamotowym stymulują pracę mózgu, wzmacniają układ odpornościowy i zwiększają produkcję endorfin, co niezwykle poprawia nastrój o każdej porze dnia i nocy. Może więc warto zacząć dzień od filiżanki Earl Grey ?

Jeden Komentarz dla “„Hrabia” bez rodowodu?”

  1. Livio Napisł/a:

    Druga po niearomatyzowanej czarnej, moja ulubiona herbata :) .

    Cudo. Odkryłem ją w sumie przypadkiem, bo kiedyś gościłem z rodzicielką u koleżanki w domu, a jej mama zaparzyła nam przepysznej aromatyzowanej herbaty.

    Dziś wiem tylko, że to nie był earl grey, ale to żadna strata (; .

    Jakiś czas temu, tę samą nieodkrytą herbatę piłem u kolegi, ale dowiedziałem się tylko, że z Niemiec (co zgadzałoby się – ojciec koleżanki do kierowca TIR-ów, a obecnie autobusów) ^^ .


Napisz Komentarz